Firma Zielony Śląsk rozpoczęła swoją działalność w Rydułtowach pięć lat temu. Miała zrekultywować teren po starym wyrobisku cegielnianym. Zdaniem okolicznych mieszkańców, doprowadziła ich życie do koszmarów. - Tu ludzie zaczęli chorować. Mają alergie, problemy z górnymi drogami oddechowymi. Nie możemy na takie coś pozwolić – mówił rydułtowski radny Marek Wystyrk.
Najwięcej emocji wśród mieszkańców budził fakt, że w przeszłości cegielnia była alternatywą dla spędzenia wolnego czasu latem. - W młodości tam się kąpaliśmy. A teraz zalewisko przypomina wzburzone młode wino. Mamy tam całą tablicę Mendelejewa. Póki co jest to problem okolicznych mieszkańców. To nasz wrzód na tyłku, ale kiedyś dojdzie do zanieczyszczenia wód gruntowych i będzie problemem całych Rydułtów – mówił jeden z mieszkańców Wojciech Szymiczek.
Zarzuty te odpierał wiceprezes Zielonego Śląska Marek Szadurski. - Posądzaliście mnie państwo o śmierć strusia a psy go zagryzły. O śmierć sarny a to sąsiedzi rozwiesili wnyki. Zasypujemy wyrobisko tylko tym, na co mamy pozwolenie. Nie truję was. I żadne uszczerbki na zdrowiu nie są spowodowane działalnością firmy Zielony Śląsk – mówił.
Ludzi mieszkających wokół cegielni takie argumenty jednak nie zadawalają. - Latem nie można tam żyć. Smród jest nie do opisania. Ciężarówki zjeżdżają tam i wyrzucają takie odpady, że aż głowa boli. Bywa i tak, że nocą stały kolejki ciężarówek. Po co nocą przywożą odpady? Mają coś do ukrycia? - mówili głośno rydułtowianie.
Marek Szadurski twierdzi, że nie ma nic do ukrycia a jego działalność jest jawna i zgodna z prawem. - Pracownicy mówili mi, że potok śmierdzi od 20 lat. Teraz, co może potwierdzić pani burmistrz, za każdym razem, kiedy z potoku śmierdzi, informujemy urząd miasta, by przyjechał i sprawdził. Przyjeżdżają, sprawdzają i potwierdzają, że smród nie dochodzi z naszej firmy – mówił wiceprezes Zielonego Śląska.
Od decyzji Samorządowego Kolegium Odwoławczego podtrzymującego decyzję starosty Tadeusza Skatuły o cofnięciu firmie zezwolenia na odzysk odpadów zamierza się odwołać. Tym bardziej, że szereg kontroli nic nie ujawniło. Dopiero wyniki ostatniej dały podstawy do cofnięcia zezwolenia.
W sprawę eksploatacji terenu przez Zielony Śląsk włączył się też poseł Adam Gawęda. Doprowadził do wszczęcia postępowania przeciwko pracownikom urzędu miasta Rydułtowy i starostwa powiatowego w Wodzisławiu. Przewodniczący rady miejskiej Lucjan Szwan nie krył swojego rozgoryczenia z tego tytułu. - Dlaczego poseł zainteresował prokuraturę niedopełnieniem obowiązków przez urzędników a nie niezgodnościami w prowadzeniu działalności przez firmę Zielony Śląsk - pytał wprost.
Nikt z posłów nie spotkał się jednak z mieszkańcami. Wszyscy musieli być w Warszawie.