zamknij

Wiadomości

Każdy poniedziałek to dla mnie wigilia

2010-12-22, Autor: Izabela Grela
Przed świętami w powiecie wodzisławskim raz po raz organizowane były akcje charytatywne. To dowód na to, że potrzebujących jest wielu. Całe szczęście, tych chcących pomóc jeszcze więcej.

Reklama

Cukier, mąkę, ryż, kaszę, makarony, dżemy, mleko UHT, słodycze. To wszystko zbierali harcerze w Rydułtowach, by wesprzeć rodziny, które nie zasiądą w tym roku przy suto zastawionych stołach.

 

W Wodzisławiu Towarzystwo Charytatywne „Rodzina” zorganizowało dwa koncerty, z których dochód przeznaczony zostanie na pomoc bezdomnym i uboższym.

Uczniowie z Gimnazjum nr 2 zorganizowali zbiórkę pieniędzy dla kolegi ze szkolnej ławy, który musi przejść skomplikowane operacje nogi.

 

A licealiści z II LO już po raz kolejny zorganizowali koncert i zbiórkę pieniędzy. Przeznaczą je na rehabilitację swoich rówieśników. Takich jak Łukasz Śmietana.

Odkąd pamięta był sparaliżowany. Porusza się tylko na wózku. Jego szkolni koledzy chcą mu pomóc w kupnie pionizatora, dzięki któremu będzie mógł próbować wstać.

- Kiedy pytałem, powiedzieli mi, że taki jestem od urodzenia. Szukałem w encyklopediach medycznych przyczyn mojej choroby i okazało się, że to skutek zbyt szybko podanych szczepień – mówi osiemnastolatek.

 

Mieszka ze swoją babcia Donatą. Jego przepustką na świat jest kuzyn Marcin, który zabiera go na spacery. No i jeszcze liceum.

- Każdy poniedziałek jest dla mnie jak wigilia. Idę wtedy do szkoły. Nie muszę siedzieć zamknięty w domu. Mam kontakt z rówieśnikami. Bardzo mnie to cieszy. Tego właściwie nie da się opisać słowami – mówi Łukasz Śmietana, uczeń 3 klasy.

 

W poruszaniu się po szkolnych korytarzach pomagają mu rówieśnicy. A szczególnie Sylwia PisulskaMichalina Kalisz. Właściwie nie opuszczają go na krok. Może też liczyć na przychylność wychowawcy Katarzyny Kolorz.

Wciąż się nie poddaje. A codzienna rehabilitacja nie należy do łatwych. Wymaga wysiłku i samozaparcia. Energię czerpie z kontaktów z ludźmi. To oni go motywują.

- Najwięcej dają mi rehabilitanci. Ich serce i każda kropla potu nie pozwalają mi się poddać – mówi Łukasz Śmietana.

 

W pełni zdaje sobie sprawę z tego, w jakim świecie żyje. Jeszcze parę lat temu niepełnosprawni, tacy jak on, byli w społeczeństwie niezauważani.

- Całe szczęście to się zmienia. Ludzie chcą i widzą nas. Jednak, by zmienić całkowicie nastawienie do niepełnosprawnych trzeba nam ułatwić start w życie zawodowe. Dziś nie mam szans na znalezienie pracy. To u nas jest jeszcze niemożliwe – tłumaczy.

 

Przykuty do wózka nie przestaje marzyć. O tym, by zostać trenerem piłki nożnej. By nauczyć się grać na organach. Czy też założyć firmę transportową.

Wie, że te marzenia się spełniają. Jak wtedy, gdy po 14 latach nieobecności w drzwiach domu stanął jego tata.

- To był najpiękniejszy prezent na Boże Narodzenie, jaki kiedykolwiek dostałem – mówi z uśmiechem Łukasz Śmietana.


Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuWodzislaw.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.