zamknij

Wywiady

Zawsze jest jakiś plus

 

- W jednej chwili nie będziemy mieli więcej klientów i nie będziemy opływać w dostatkach. Musimy najpierw wyjść z inicjatywą

– mówi Krzysztof Dybiec, przedsiębiorca z Wodzisławia i współinicjator akcji „Wodzisław – tu kupuj!”.

 

 

Redakcja: Wierzy pan w powodzenie akcji „Wodzisław – tu kupuj!”?

 

Krzysztof Dybiec: Musimy odnieść sukces.

 

Życie czasami przynosi inne scenariusze.

 

Zgadza się. Na pewno będą chwile zwątpienia, bo tak już jest. Myślę jednak, że nasza akcja przyniesie skutek, choć z pewnością będzie to trudne. Już wielu próbowało w tym mieście coś zrobić a kończyło się to fiaskiem. Teraz mamy szansę, bo robimy to na większą skalę.

 

Mówi pan, że będzie trudno. Dlaczego?

 

Nie ma zapału wszystkich 109 firm. Niektórzy potraktowali to jako reklamę. Są w folderze, mają karty rabatowe i co za tym idzie także promocję. Nie wszyscy są jednak świadomi, że potrzebne są zmiany w Wodzisławiu. Począwszy od obsługi klienta aż do godzin otwarcia. A już docierają do nas głosy, że nie wszyscy do tych naszych ustaleń się stosują. Mówiłem już na pierwszych spotkaniach, że to nie będzie tak, jak za wyciągnięciem czarodziejskiej różdżki. W jednej chwili nie będziemy mieli więcej klientów i nie będziemy opływać w dostatkach. Musimy najpierw wyjść z inicjatywą.

 

Ile sobie czasu dajecie?

 

Mamy rok. Taka była umowa. A po tych 12 miesiącach spotkamy się i zastanowimy co dalej. Optymistyczne jest to, że w miejsce firm, które się wykruszają pojawiają się nowi, zainteresowani przedsiębiorcy. Zakładam, że w ciągu roku będziemy obserwowali swoistą rotację, choć, nie ukrywam, wolelibyśmy by nas przybywało. Staram się przekonać tych, którzy wątpią, że trzeba się przełamać. Czasami wystarczy, że właściciel w miejsce pracownika stanie za ladą godzinę dłużej. I to od niego zależy, jak długo jego sklep jest otwarty.

 

Jak stara się pan ich przekonać?

 

Jest kilka dróg. Jedni czytają w mediach i portalach społecznościowych i chcą do nas dołączyć. Inni, jak np. osoby prywatne, cieszą się, że coś się dzieje i chcą się włączyć. Kolejnym sposobem dotarcia jest bezpośrednia rozmowa. Nasza grupa robocza składająca się z 9 firm ma już zaplanowane spotkania. Podzielimy się rejonami i każdy z nas będzie indywidualnie starał się przekonać przedsiębiorców, którzy w pierwszej ankiecie zgłosili wstępnie akces a nie dołączyli do nas. W naszym interesie jest, by było nas jak najwięcej. 25 czerwca planujemy zorganizować nocne zakupy. Jeśli podchwyci temat tylko kilku właścicieli sklepów i punktów usługowych to nie będzie miała ona większego sensu.

 

Wspomina pan o nocnych zakupach. Wcześniej była impreza inicjująca akcję. Jakie jeszcze macie pomysły?

 

Pomysłów jest wiele, ale trzeba większego zaangażowania. 7 maja w Wodzisławskim Centrum Kultury jest gala taneczna. Proponujemy, by zespoły przychodziły na rynek się roztańczyć. Mam nadzieję, że w przyszłości uda się nam zrobić eventy, które pociągną ludzi i spontanicznie będą brali udział chociażby w nauce salsy na rynku, czy też wspólnym tańcu. To są pomysły, które nic nie kosztują a mogą przyciągnąć ludzi. Idąc dalej – 28 maja również w WCK jest impreza. Będzie można wymienić się ubraniami i dodatkami. 4 czerwca organizujemy targi ślubne na rynku.

 

Niedługo zostaniecie animatorami kultury.

 

Jest taki pomysł, by dołączyć się do tego, co jest w Wodzisławiu organizowane. Musimy uczestniczyć w takich imprezach. Ostatnio rozmawiałem z przedstawicielami Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Mają wiele ciekawych inicjatyw a my chcemy w nich partycypować. 13 maja robią majówkę na rowerach i sklep rowerowy zapewnia im serwis. Zdajemy sobie sprawę, że próbowało już wielu. Robiono jarmarki, urząd miasta próbował rozkręcić życie gospodarcze, ale to się nie udawało. Gdy tylko jedna strona jest zaangażowana, to jest to stanowczo za mało. Sam próbowałem dwa lata temu w pojedynkę coś zdziałać, ale niestety nie udało się.

 

Zapewne liczycie się z ryzykiem, że to może być kolejne fiasko. O co mogą rozbić się wasze dobre intencje?

 

Musimy przełamać stereotyp myślenia, że w Wodzisławiu nic się nie dzieje. To nieprawda. Są problemy z dotarciem do ludzi z informacją o jakimś wydarzeniu. Nawet teraz spotykam się z taką opinią, że ktoś nie wiedział o naszej inicjatywie. A przecież w promocji wykorzystujemy, plakaty, radio, prasę i Facebooka.

 

By dotrzeć do informacji trzeba też chcieć ją znaleźć, prawda?

 

To prawda.

 

A wie pan, że potencjalni klienci, bo mieszkańcy Wodzisławia twierdzą, że problemem jest mentalność przedsiębiorców? Mówią, że w Wodzisławiu czas się zatrzymał i że zwyczajnie niewiele macie do zaoferowania.

 

To racja. Dlatego w naszej akcji nie skupiamy się tylko na kupujących, ale i na przedsiębiorcach. Spotykamy się co miesiąc i pracujemy nad zmianą sposobu myślenia. Jeszcze zanim akcja ruszyła na forach często było od komentarzy na temat przedsiębiorców. Zarzucano nam, że przed sklepami stoją fury a klient nie ma gdzie parkować, albo że sklepy zamyka się przed czasem a klient jest wtedy traktowany jak intruz. To wszystko trzeba przełamać. Wspólnie się uczyć, chociażby jak organizować promocje. Bo jeden to wie, a drugi już nie. Podpowiadamy niektórym przedsiębiorcom. Proponujemy szkolenia, nawet bezpłatne.

 

Są zainteresowani?

 

Na tą chwilę nie, ale może się znajdą. Chciałbym też zaproponować udział w targach franczyzowych. Można tam zobaczyć jakie branże są teraz najpopularniejsze. Dowiedzieć jak się przebranżowić. Moglibyśmy wtedy pojechać nawet całym busem. Nie mam złudzeń. Czasami jest tak, że sklepy powstały w latach 90-tych i nic się w nich nie zmieniło. A to dlatego, że mentalność właściciela się nie zmienia. Jeżeli tego nie zrozumiemy, to może to wpłynąć na niepowodzenie naszej akcji.

 

A co jest wyznacznikiem sukcesu dla was?

 

Na pewno musi pozostać tyle firm ile jest. A myślę, że będzie nas jeszcze więcej. Chcielibyśmy też dotrzeć do większej liczby klientów. Nie tylko wodzisławian, ale i spoza granic miasta. Także do Czechów. Mamy pierwsze sygnały, że jest ich coraz więcej. To z pewnością skutek reklamy w czeskim radio. Docelowo chcielibyśmy, by obroty się zwiększyły co pozwoli nam zatrudnić kolejne osoby, czy to na pół etatu czy na cały. Uwzględnił ten czynnik urząd miasta, pomagając nam w promocji.

 

Przyjmijmy najczarniejszy scenariusz. Co stanie się, gdy akcja „Wodzisław – tu kupuj!” nie wypali?

 

Zakończymy ją po roku, ale karty rabatowe dalej będą aktualne. Kolejny pozytywnym skutkiem tej naszej mobilizacji jest ścisła współpraca kilku firm. Zacieśniły się nasze kontakty. Dotarliśmy d osób i firm, które chcą coś robić. Zawsze jest jakiś plus. Przykładem jest chociażby akcja, którą robię z hotelem Amadeus. Oni zapraszają na kręgle i do night clubu a my późnym wieczorem i w nocy w Zoolandii opiekujemy się dziećmi. Funkcjonuje to od stycznia i jest nieźle.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Również dziękuję.

 

 

 

 

 

 

Krzysztof Dybiec – właściciel Zoolandii, współpracuje z kancelaria prawną „Król i partnerzy” w zakresie bezpłatnego poradnictwa; przedsiębiorca od 1995 roku. Prowadził sklep AGD, kino w Raciborzu i restaurację w Rybniku.

 

Ma 45 lat. Jest mężem Urszuli. Ma córkę.

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu tuWodzislaw.pl nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert tuWodzislaw.pl

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera tuWodzislaw.pl i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy język śląski powinien zostać uznany za język regionalny?




Oddanych głosów: 723